piątek, 5 października 2012

Highway 1

Po tygodniowym pobycie w San Francisco, ruszyliśmy dalej w głąb USA. Trasę zaplanowaliśmy tak, aby jeszcze przez jakiś czas nacieszyć się widokiem oceanu. Pierwsze 100 km do Ridgecrest przemierzyliśmy drogą Highway 1, która biegnie wzdłuż Pacyfiku. A że właśnie zachodziło słońce, widoki były piękne! 


czwartek, 4 października 2012

California Academy of Sciences

Jak to mawia nasz Janek, cytując teksty Złomka z Auta 2, California Academy of Sciences można podsumować słowami: "O siwy dym, czego oni tam nie mają"... Zresztą najlepszą rekomendacją dla tego miejsca jest fakt, że siedziałam tam z Jankiem bite 5 godzin, a przy wyjściu nasz chłopiec i tak płakał, że za krótko :). 

Kalifornijska Akademia Nauk, to jak na razie, najbardziej interesujące centrum nauki, w jakim do tej pory byłam. Jestem nim totalnie zauroczona. Przede wszystkim dlatego, że w jednym miejscu przedstawiono tyle różnych tematów i to w tak ciekawy sposób, że naprawdę można tam spędzić cały dzień i jeszcze czuć niedosyt. 

My zaczęliśmy zwiedzanie od części afrykańskiej. Akurat była pora karmienia pingwinów, więc mogliśmy przyjrzeć się z bliska, jak Kowalski i reszta brygady wsuwają lunch. Strasznie są szybkie te stworzenia, nie udało mi się zrobić ani jednego porządnego zdjęcia :).  Karmienie było zrobione w formie show dla najmłodszych. Opiekunki karmiły pingwiny i jednocześnie opowiadały dzieciakom, jak długo żyją, jak dobierają się w pary, jakie mają zwyczaje, itp. 

Potem byliśmy w planetarium, na półgodzinnym programie dotyczącym trzęsień ziemi. Wspaniały pokaz, który z użyciem najnowocześniejszej cyfrowej technologii, przedstawiał symulację ogromnego trzęsienia, które dotknęło San Francisco w 1906 roku i które zrównało z ziemią pół miasta, a także mechanizm powstawania trzęsień, system obecnie stosowanych zabezpieczeń, w tym systemy przewidywania i ostrzegania o zbliżających się wstrząsach. Na koniec programu pokazano też, w których miejscach w przeciągu ostatnich 30 dni były trzęsienia i o jakim natężeniu - przerażające. Program był naprawdę mega ciekawy, a poza tym, był tak świetnie zrobiony, że czułam się jakbym była w centrum wydarzeń, a nie jedynie oglądała z boku co dzieje się na ekranie. No i Janek po programie w ryk, że trzeba wychodzić z tej kopuły :). Bardzo żałuję, że nie można było robić tam zdjęć, bo byłabym bardziej wiarygodna :). 

Na szczęście atrakcji poza planetarium było multum. Spośród nich, koniecznie trzeba wymienić czteropiętrowy las tropikalny, zbudowany w kopule, w której utrzymywana jest stała 75% wilgotność powietrza. Swobodnie lata w nim 250 gigantycznych motyli i śpiewających ptaków. Znajduje się tu łącznie 1600 zwierząt z Borneo, Madagaskaru i Kostaryki - piękne, kolorowe papugi, ogromne ropuchy, kameleony, przerażające anakondy, a także wiele tropikalnych roślin, w tym również tych drapieżnych.

Jednak największe rekordy pobiło dla mnie akwarium, a właściwie nie jedno akwarium, a kilkanaście różnych akwenów, w których żyje 38 000 zwierząt, reprezentujących aż 900 różnych gatunków, żyjących w Amazonii, na Filipińskiej Rafie Koralowej, czy na północnym Wybrzeżu Kalifornii, w tym piranie, rekiny, płaszczki, węgorze, jeżowce, rozgwiazdy i wiele, wiele innych. Jestem zachwycona głęboką na prawie osiem metrów Filipińską Rafą Koralową, która jest najbardziej zróżnicowaną rafą na świecie. To po prostu istna feeria barw, z ponad 2000 bajecznie kolorowych rybek. Jest przepiękna i przeogromna!

Obejrzenie tych wszystkich cudów zajęło nam pół dnia. Na koniec zajrzeliśmy jeszcze w oczy unikalnemu aligatorowi albinosowi, zobaczyliśmy jak karmi się malutkie strusie, pograliśmy w zdeptywanie tropikalnych robali i musieliśmy opuścić to fascynujące miejsce. 

Jeśli kiedykolwiek będziecie w San Francisco to nie przegapcie tego punktu na mapie!

Filipińska Rafa Koralowa
To zdjęcie nie jest najlepszej jakości, chciałam Wam jednak pokazać rybę-giganta po lewej


Zwierzęta Afryki

Aligator albinos

Las tropikalny
Living roof - czyli żyjący dach, który pełni w akademii przeróżne funkcje: zaciera granicę pomiędzy 
      samym parkiem, w którym mieści się akademia, a budynkiem; dostarcza niezbędnego światła dziennego 
    lasowi tropikalnemu, a także jest naturalnym środowiskiem dla kalifornijskiej flory i fauny, którą można 
                                                                   podziwiać wjeżdżając na taras

środa, 3 października 2012

Aquarium of the Bay

Po Exploratorium odwiedziliśmy Aquarium of the Bay, aby poznać bogactwo oceanicznych stworzeń. W licznych akwariach, mogliśmy podglądać zarówno żyjątka zamieszkujące Zatokę San Francisco, jak i te pływające na głębszych wodach oceanicznych. 

Ekosystem Zatoki jest niezwykle różnorodny, pomimo tego, że wody nie są tutaj specjalnie głębokie - większość ma głębokość zaledwie 10-15 stóp (tj. 3 - 4.5 metra). Za to bogactwo gatunków ryb i innych zwierząt sprawia, że jest to teren niezwykle atrakcyjny dla dużych stworzeń oceanicznych, które wykorzystują go jako idealne miejsce, w którym ich młode dorastają i uczą się sztuki polowania. My, ze zwierzątek żyjących w Zatoce, widzieliśmy między innymi takie kolorowe piękności, jak jasnopomarańczowe Garibaldi, zielone węgorze Moray, ławicę sardeli oraz ogromną pacyficzną ośmiornicę. W kilku akwariach podziwialiśmy też przeróżne, pięknie podświetlone meduzy. Ponoć na świecie jest ponad 200 gatunków tych dziwnych bezkręgowców, składających się aż w 95% z wody. 

Zwierzęta zamieszkujące głębsze wody Zatoki, mogliśmy oglądać w tunelu o długości ponad 90 metrów (dla leniwych była przesuwająca się platforma), gdzie nad naszymi głowami pływały przeróżne gatunki rekinów, płaszczek, jesiotrów i wiele innych rodzajów stworzeń oceanicznych.

Największą frajdą dla Janka były dwa baseny, w których można było dotknąć takich żyjątek jak płaszczki, małe rekinki, rozgwiazdy, strzykwy czy jeżowce. 


wtorek, 2 października 2012

Exploratorium

Żeby w ciągu tych kilku dni spędzonych w San Francisco zobaczyć jak najwięcej i nie zbankrutować, kupiliśmy sobie City Pass'y. Dzięki temu, mieliśmy wolny przejazd prawie wszystkimi środkami komunikacji miejskiej oraz opłacone wejście do kilku muzeów, a także wycieczkę do Alcatraz.

Po odwiedzeniu Alcatraz, przyszła kolej na muzea. Zaczęliśmy od Exploratorium, które tak naprawdę nie jest typowym muzeum, ale raczej miejscem przeprowadzania różnorakich doświadczeń, dzięki którym poznaje się w praktyce wiele praw naukowych, czy też zasady funkcjonowania naszego mózgu, percepcji i odczuwania. Bawiliśmy się zatem w naukowców, eksperymentując między innymi ze światłem, temperaturą, wodą, dźwiękiem, elektrycznością i polem magnetycznym. Świetny plac zabaw, zwłaszcza dla Szymona :). 


Exploratorium
Chłopaki rozpędzają cząsteczki
Zabawa czarnym piaskiem przyciąganym przez magnes - taki piasek pochodzi z rozbitych
skał zawierających żelazo, pełno go na plaży Ocean Beach
Bawimy się czasem naświetlania, tak aby zrobić jak najlepsze zdjęcie spadającej kropli wody
Dziwna masa, która w stanie spoczynku jest płynna, a potrząsana gęstnieje
Uwaga wysokie napięcie!
Jeden z budynków Exploratorium, aż żal, że od przyszłego roku zmienia siedzibę

poniedziałek, 1 października 2012

Ocean Spokojny, Jan Niekoniecznie

Szymon na konferencji, a my z Jankiem nad brzegiem oceanu. Znaleźliśmy piękną, szeroką plażę Ocean Beach. Przyjeżdżamy tu niemal codziennie. Tu moje dziecko czuje się swobodnie - przestrzeń, woda, piach. Chodzimy/biegamy sobie wzdłuż brzegu, odkrywając różne czary wyrzucane przez ocean - ogromne kraby, meduzy i muszle. 

Jeśli chodzi o kąpiel, to na szczęście woda jest na tyle zimna, że Jankowi pięć minut brodzenia wystarcza i przechodzi do zabawy w piasku. Na szczęście - ponieważ kąpiel w oceanie nie jest w tym miejscu bezpieczna. Są tu bardzo silne prądy i właściwie wszędzie są ostrzeżenia o niebezpieczeństwie zatonięcia. Ale jakoś niekoniecznie odstrasza to surferów, których jest mnóstwo o każdej porze dnia :).

Bardzo dziwny jest tutaj piach, jakby drobinki tradycyjnego żótłego piasku wymieszane z czarnym. Za żadne skarby nie można tego czarnego wytrzepać z ubrań :). Janek wymyślił sobie zabawę - moczenie w wodzie, a następnie obtaczanie w ciemnym piasku, efekt Janek Mulat :). Największą jednak frajdę sprawiały mu skoki z wydm...


A teraz zdjęcia z serii Spiderman:)