sobota, 26 października 2013

BMW, BMW i jeszcze raz BMW oraz ciut Monachium

Pierwszy dzień pobytu w Monachium był sponsorowany przez litery B, M oraz W, no może jeszcze cyfrę 3 i litery GT, tudzież ponownie literę M i cyfrę 5 ;). Naszą przygodę rozpoczęliśmy od zwiedzania BMW Welt, czyli ciekawie zaprojektowanego wielkiego salonu BMW, gdzie można dokładnie obejrzeć dzieła sztuki nowoczesnej całej grupy BMW, czyli również auta marki Rolls Royce i Mini, choć one akurat większych (pozytywnych) emocji we mnie nie wzbudzały ;). Po dłuższym czasie poszliśmy na spacer do pobliskiego Parku Olimpijskiego, gdzie odbywały się tragiczne letnie igrzyska olimpijskie w 1972 roku. Pogoda nam sprzyjała, więc postanowiliśmy wjechać na 291 metrową wieżę telewizyjną Olympiaturm. Mimo, że taras widokowy jest na wysokości 190 metrów, to i tak widok zapierał dech w piersiach. Przede wszystkim mogliśmy podziwiać BMW Welt, muzeum, centralę i fabrykę BMW w całej okazałości ;).

Tak się świetnie złożyło, że akurat wujek Mariusz pracował w tym czasie w Monachium, toteż udało się nam z nim spotkać w... BMW Welt :D. Po kolejnym obejściu wszystkich zakamarków postanowiliśmy udać się dla odmiany do muzeum BMW. I to również był strzał w dziesiątkę - oprócz interesujących eksponatów, podziwialiśmy również sam projekt muzeum. A, że jak powszechnie wiadomo, warunki oświetleniowe mają znaczący wpływ na odbiór oglądanego przedmiotu, wykorzystaliśmy fakt, że robiło się ciemno, żeby pójść znowu do BMW Welt :D:D:D. Nie czekaliśmy jednak, aż nas stamtąd wyrzucą i pojechaliśmy na spacer oraz kolację w okolice Ratusza, z Mariuszem w roli przewodnika - dzięki!

Drugi dzień nie był wcale ciekawy, bo nie byliśmy w BMW Welt ;). A tak na serio, to spędziliśmy go na konkretnym spacerze z naszymi gospodarzami, za co także, łącznie z gościną, dziękujemy! Oprócz okolic Ratusza (tym razem w świetle dziennym), byliśmy chociażby w parku angielskim (Englischer Garten), gdzie między innymi można oglądać surfujących zapaleńców. Mariusz dołączył do nas przy wieży chińskiej (Chinesischer Turm), gdzie spożyliśmy legendarne bawarskie piwo i kiełbasy. Było super, ale wydaje mi się, że musimy tam wrócić, bo chyba jest jeszcze parę miejsc w BMW Welt, których nie znam na pamięć :D.

Widok na centralę BMW i budynek muzeum
Mordy się wujkom cieszą :D
Trójwymiarowa konstrukcja płynnie formująca się w zarysy aut, użyta w reklamie BMW - super!
No trochę...coś tam...mi się podoba...chyba
Wnętrze BMW Welt, na piętrze szczęśliwi nabywcy odbierają swoje auta :)
Olympiaturm
Z naszymi gospodarzami na początku miłego spaceru
Surfing w centrum Monachium

czwartek, 24 października 2013

Lindau

Jasiu miał w przedszkolu ferie kartoflane, w związku z tym wzięliśmy dwa dni wolnego (a przez pierwsze trzy był podrzucany po znajomych - dziękujemy za opiekę!) i pojechaliśmy do Monachium w odwiedziny do mojego kolegi z poprzedniej pracy. 

W drodze do Monachium zatrzymaliśmy się w bawarskiej miejscowości Lindau. Niestety wszystko było spowite tak gęstą mgłą, że nic nie było widać. Co było robić, zaczęliśmy od jedzenia, a to okazało się bardzo udanym pomysłem, bo po zaledwie godzinie widoczność była idealna, co widać na załączonych obrazkach :).

Wejście do portu....
To samo miejsce po godzinie, tu już widać charakterystyczną wieżę i lwa

Jezioro Bodeńskie

niedziela, 6 października 2013

Kapla

Po dwóch latach ponownie odwiedziliśmy targi zabawek w Bernie. Wiele się nie zmieniło, jak poprzednio mnóstwo ludzi, szumu i zamieszania, ale jednocześnie sporo ciekawych propozycji na to jak spędzić aktywnie czas z dzieckiem.

Już ostatnim razem bardzo spodobały nam się klocki Kapla, ale wtedy Jasiu był jeszcze za mały, żeby coś z nich skonstruować, bo to wymaga precyzji i skupienia. Teraz wyjechaliśmy z wielkim pudłem Kapli, a oto pierwsze efekty naszych zabaw :).


sobota, 28 września 2013

Łopen dejsy

Po wielu miesiącach przygotowań nadszedł czas na Dni Otwarte w CERNie. Szanowna Małżonka wybrała się rano zwiedzać podziemne instalacje detektora LHCb, ale "najżywsze" wspomnienia ma z parkingu, na którym stała w korku przez kilkadziesiąt minut chcąc wrócić do domu ;).

Po południu postanowiliśmy zatem skorzystać z dodatkowego transportu publicznego, co początkowo okazało się, również niezbyt udanym pomysłem... Otóż miły pan kierowca dwukrotnie wprowadził nas w błąd odnośnie celu podróży, najpierw przy wsiadaniu, a potem już w trakcie jazdy, kiedy obrany kierunek był niezmiennie odmienny od właściwego :). Chcieliśmy dostać się do głównej części CERNu, a wylądowaliśmy w okolicach detektora ALICE. Stamtąd oczywiście nie było bezpośredniego połączenia do miejsca docelowego - trzeba było najpierw pojechać do drugiej części CERNu, położonej w całości po stronie francuskiej. Ale nie ma tego złego - przez przypadek trafiliśmy tam gdzie byli CERNowi strażacy, dzięki czemu Jasiu przekonał się jak to jest być w zadymionym pomieszczeniu oraz gasić pożary, co bardzo mu się spodobało. 

Ostatecznie trafiliśmy w pierwotnie zaplanowane miejsce, gdzie miło zakończyliśmy dzień lodami zrobionymi z jogurtu zamrożonego przy użyciu ciekłego azotu.